Każdego dnia do szpitala w Tarnobrzegu trafia kilkadziesiąt osób z zalanych terenów. Wiele z nich to ludzie, którzy pod wpływem stresu doznali zawałów serca. Część to chorzy, którzy uciekając z domu, nie zabrali np. leków.
Tarnobrzeski Szpital Wojewódzki od ubiegłego tygodnia działa prawie jak szpital na froncie. Zgromadzono zapasy wody, które przy normalnym zużyciu wystarczyłyby na cztery dni, a przy oszczędnym - na siedem. Do szpitala ściągnięto zapasy leków, środków opatrunkowych, sprzętu jednorazowego użytku. Jedna z parafii w Ostrowcu Świętokrzyskim przekazała duży transport wody w butelkach. Szpital zaopatrzył się w większe ilości paliwa niezbędnego do uruchomienia agregatów. - Musieliśmy dostosować się do tego, co się dzieje wokół. Na szczęście woda nie zagroziła budynkowi szpitala, ale powódź dotknęła kilkudziesięciu pracowników szpitala. W Trześniowie zalany został nie tylko ośrodek zdrowia, ale także domy lekarzy - mówi Wojciech Wąsik, zastępca dyrektora szpitala. Wielu z poszkodowanych pracowników nie mogło zająć się ratowaniem swoich domów, bo musieli pozostać w szpitalu.
Od połowy ubiegłego tygodnia do niedzieli w stałej gotowości były zespoły ratownicze wszystkich szpitalnych karetek.
Więcej - Gazeta Wyborcza